Wiedzieć
Boli, znów mam dość.
Pomocy, proszę!
Zbyt wiele razy tego doświadczam.
Tylu mnie otacza, a nikt nie widzi.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
Mój cień niczym anioł
ciągnie mnie za rękę co dzień.
Gdy tylko Słońce wyjdzie zza chmur
rozpoczynam bieg po szczęście
z moim półmrokiem pod rękę.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
Uśmiech wypływa w kulminacji bólu,
a brak uśmiechu znaczy tyle co ptaków śpiew.
Jeśli ktoś to ujrzy szybko zmienię treść.
Bycie umęczoną piękną jest równie dobre,
co bycie zdrowo wrogą.
Altruizmu nie można się nauczyć.
Bycie estetą może zgubić.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
W odbiciu wody,
lustrzana ja
mokrą ma twarz.
Po jego drugiej stronie
powietrze tuli mnie.
Mokrą mam twarz,
tu też.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Męczy mnie mój żal,
pragnę więcej siły.
Nie podchodź, zostań tam!
Pomocy, proszę!
Zbyt wiele razy tego doświadczam.
Tylu mnie otacza, a nikt nie widzi.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
Mój cień niczym anioł
ciągnie mnie za rękę co dzień.
Gdy tylko Słońce wyjdzie zza chmur
rozpoczynam bieg po szczęście
z moim półmrokiem pod rękę.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
Uśmiech wypływa w kulminacji bólu,
a brak uśmiechu znaczy tyle co ptaków śpiew.
Jeśli ktoś to ujrzy szybko zmienię treść.
Bycie umęczoną piękną jest równie dobre,
co bycie zdrowo wrogą.
Altruizmu nie można się nauczyć.
Bycie estetą może zgubić.
Ponownie ciągnę się za włosy.
Szarpię. Auć,
znów gubię myśli.
Kolejny raz zginęła mi dusza.
Powtarzam sobie: to tylko kolejny dzień.
W sile mogę przetrwać.
Potrzebuję Cię obok.
Nadaj mi kierunek, sens.
Bądź moim sumieniem.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Jestem bogata w żal,
uboga w ilość siły.
Jeśli podejdziesz ucieknę w dal.
W odbiciu wody,
lustrzana ja
mokrą ma twarz.
Po jego drugiej stronie
powietrze tuli mnie.
Mokrą mam twarz,
tu też.
Ile razy jeszcze liczyć będę łzy?
Męczy mnie mój żal,
pragnę więcej siły.
Nie podchodź, zostań tam!
Komentarze
Prześlij komentarz