Franciszek
Wiedziałam. Od jakiegoś czasu bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę, z obecności która towarzyszyła mi co dzień. Czy na pewno mi? Czy to był mój cień? Czy może w moim cieniu zalęgła się ta istota? Przemykając półmrokiem czarowała usypiając mój dokładny instynkt, mój wścibski rozum i jego prawie dokładne rozumowanie. Pełzła za mną niczym brak chęci o mglistym poranku. Nie przyglądając się temu zjawisku żyłam codziennie jak chciałam. Nie mając konkretnego celu kroczyłam już wcześniej wydeptaną przeze mnie ścieżką. Jakby jutro było obietnicą. Jakby dzisiaj było pewne, A wczoraj… wczoraj nigdy nie istniało. Wspomnienia, to tylko wspomnienia. Tylko wspomnienia są teraz aż wspomnieniami. Jestem świadoma, teraz, że wiedziałam co oznacza ta ciemna obecność. Z piękną połyskująco-czarną grzywą szumiącą jak drzewa i dzwoneczki na wietrze, ze złotą przepaską na oczach? Ślepy wzrok spojrzenia, które widziało. Wysoka postać snująca się za nami z kąta w kąt cierpliwie wystukująca rytm melodii czasu, kt...