When I met you, you seemed basic. Hiding behind neutrality was your daily routine. Then I met your better half. She came into the room like a warm and breezy sunshine. A distinct vigor visited your eyes and a tiny authentic smile ascended beside them. For me a second was enough to see. I saw the love you harness in your chest. I recognize it. For you it has been just a regular kiss from your lover. For me it was a reflection of my own relationship. I felt adoration, respect, unconditional loyalty b eaming from your hearts. She then glanced at me so kindly. And I felt as though I was home. Your every meeting next to my chair I cherished very deeply. I honestly wished in my mind, my parents could be this lovely. For you it was like magic to have her present. For me it was like magic to see you both that way. Learning from you was a gift I could never forsake. You opened up to me like I did to you myself, we shared some secrets and others we quietly spilt - let's call that exch...
Mogłabym zapytać, gdzie jesteś, gdzie się podziałeś, gdy potrzebowałam Twojej obecności. Każdą głucho hałaśliwą noc przeżywałam z Twoim widmem na plecach. Do tej pory przedłużające się wspomnienia stęchłym zapachem dymu przemierzają pokoje, są prawdziwie pełne swoją pustką, Każdej nocy... Wpatrując się w innych widzę Twoją lustrzaną poświatę wokół. Zawsze znajdzie się cecha, która Cię przywoła, nie ważne jaką będzie dobrą czy złą. Wspomnienia boleśnie wbijają się w świadomość. Słowa, które wypowiedziałeś. Był dzień co noc i noc co dzień, to wtórowało Twojemu podejściu do życia. Stając przede mną marą nad ranem, co pragniesz osiągnąć? Mam nie zapomnieć? Pamiętać, że bywałeś tu na chwilę? Twój donośny głos odbija się szeptem między ścianami, a echo wrzeszczy między duszą a sercem. Każę Ci odejść, zniknąć gdy znów będziesz maltretował moje sny, tak jak Ty kazałeś być ślepą, głuchą i niemą. Uciskana mysz potrafi zmienić się w kota, igrałeś z uczuciami zbyt dł...
Boże, nie chce krzywdzić ludzi, nie potrafię kochać prawdziwie, odpycham bliskich od siebie, szept i śmiech jak noc i dzień. Kłamię. Tyle razy skłamałam, że zapomniałam czym jest prawda. Jak wygląda i gdzie się chowa to co ludzie zwą szczęściem i dobrem? Łudziłam się z każdym ocknięciem, że to znów odmienię. Mamiona strachem i niewiedzą ranię. Tego nigdy nie chcę. Czas dla mnie nie istnieje, Jestem zamknięta pod jego kloszem. Kto się zbliży trafia na wilczy dół. Czego pragnę? Kim jestem? Wie to tylko dobry Bóg. Nie patrzę w lustro, żeby nie płakać nad sobą. Moje ręce pokryte smutkiem Same chcą podtrzymywać mdlejącą z bólu głowę. Znów mi się śni co raz to nowa w marzeniu ja, robię coś nie tak. Co raz ktoś pada przeze mnie u swoich stóp. Zbijam ich z nóg, chcę ocierać ich łzy, brak mi tchu, więc kradnę go im. Pomagam się podnieść, przepraszam i naprawiam pęknięte szkło gliną. Co mi jest? Jak wyzdrowieć mogę bez wiedzy tych, którzy patrzą? Bez siły tych, kt...
Komentarze
Prześlij komentarz