Franciszek

Wiedziałam.

Od jakiegoś czasu bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę,
z obecności która towarzyszyła mi co dzień.
Czy na pewno mi? Czy to był mój cień?
Czy może w moim cieniu zalęgła się ta istota?

Przemykając półmrokiem czarowała
usypiając mój dokładny instynkt,
mój wścibski rozum i jego prawie dokładne rozumowanie.
Pełzła za mną niczym brak chęci o mglistym poranku.
Nie przyglądając się temu zjawisku
żyłam codziennie jak chciałam.
Nie mając konkretnego celu kroczyłam
już wcześniej wydeptaną przeze mnie ścieżką.
Jakby jutro było obietnicą.
Jakby dzisiaj było pewne,
A wczoraj…
wczoraj nigdy nie istniało.

Wspomnienia, to tylko wspomnienia.
Tylko wspomnienia są teraz aż wspomnieniami.

Jestem świadoma, teraz, że wiedziałam
co oznacza ta ciemna obecność.
Z piękną połyskująco-czarną grzywą
szumiącą jak drzewa i dzwoneczki na wietrze,
ze złotą przepaską na oczach?
Ślepy wzrok spojrzenia, które widziało.
Wysoka postać snująca się za nami z kąta w kąt
cierpliwie wystukująca rytm melodii czasu, który upływał
między naszymi palcami.
Nie widząc klepsydry przed oczami
i spadających ziarenek sekund.
Bagatelizując taneczny i smętny trzepot
świeżo rozpostartych skrzydeł.
Wypuszczone ze złotej klatki
to samo światło, którego iskrzenie
widzieliśmy, widziałam.

Tryskając niczym gejzer,
rozdarło ono niebo na każdy istniejący kolor,
Zostawiając nam do wyboru
to co tak naprawdę widzieliśmy,
co tak naprawdę było prawdą,
a co tak bardzo chcieliśmy zobaczyć.

W mojej głowie został tylko ten jeden dźwięk.
Chichot skrzypiących drzwiczek
rozbrzmiewający echem w pustce.

I cisza która towarzyszyła istocie już wcześniej w półmroku.

I głucha radość szybującego fotonu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Losing a friend

Tryumf pamięci

Wrogość